Często i gęsto słyszałem i czytałem o tym, jak zrobić dobre pierwsze wrażenie na przyszłym pracodawcy. Uczyli mnie tego w szkole, na studiach również. Znajduje się to w każdym poradniku dotyczącym rozmowy kwalifikacyjnej. Wydaje się to być logiczne i takie jest, ale dopiero teraz przekonałem się jakie ma to naprawdę znaczenie. By o tym się dowiedzieć, musiałem stanąć po drugiej stronie barykady, czyli już nie po stronie osoby szukającej pracy, ale po tej, która ją ma zamiar dać.

Pewność siebie, nawet zbyt wielka, czasem i zuchwałość są znacznie lepsze od postawy konformistycznej i niepewnej swoich racji i umiejętności. Te ostatnie praktycznie powinny decydować o tym czy daną osobę do pracy przyjmiemy, czy też nie. Jednak w praktyce umiejętności zawodowe to rzecz, o której dowiadujemy się na drugim miejscu. W pierwszym momencie rozmowy, nie poznajemy ich, a osobę, o której wyrabiamy sobie jakieś bardziej lub mniej pochlebne zdanie. Czasem już w pierwszej chwili rozmowy wiemy, że tego człowieka nigdy nie zatrudnimy, chociaż nie znamy jeszcze jego kwalifikacji.

Przekonała mnie o tym rozmowa z trzema osobami, które ostatnio się do mnie zgłosiły. Były to zupełnie trzy różne typy postaw, będące zapewne bardzo dobrym materiałem do badań naukowych, dla jakiegoś socjologa.

Pierwsza osoba  wydała mi się bardzo “normalna”. Tym samym nie zapadła bardzo w mojej pamięci, gdyż niczym się nie wyróżniała. Jednak była to grzeczna i miła osoba, więc wzbudziła pozytywne odczucia. Jednak brakowało mi w tym pewnego zdecydowania, własnej inwencji. Wydaje mi się, że taki człowiek bardzo dobrze będzie wykonywał sprecyzowane zadania, ale gdy da mu się trochę więcej swobody w działaniu, to zacznie się gubić i może sobie nie poradzić z odpowiedzialnością. Zadawała pytania dotyczące, tego w jakim czasie ma być praca wykonana, w jaki sposób itd., jakby nie była pewna siebie, czy sobie poradzi i bała się konsekwencji przekroczenia deadlinu.

Druga osoba była zupełnym przeciwieństwem pierwszej. Trochę pyszałkowata,  bardzo pewna siebie. Dopiero po czasie gdy przeanalizowałem obie rozmowy doszedłem do wniosku, że ma może mniejsze kwalifikacje od pierwszego rekruta. Wzbudziła jednak we mnie przekonanie, że jest kimś kto się zna na tym co robi. Charakterystyczne były zwroty, mówiące, że “Jestem osobą lepszą do tej pracy niż pozostałe”. Chociaż trochę to raziło, to spełniło jednak swoją rolę. Wydaje mi się, że takiemu człowiekowi można dać więcej swobody w działaniu i nie potrzebuje tyle kontroli. Taka osoba powinna poradzić sobie z odpowiedzialnością za projekt. Z drugiej strony bałbym się zgrzytów, gdy temperament osoby uniesie się ponad szacunek do przełożonego.

Trzecia osoba,  to właśnie ten typ, o którym mówiłem, że “z góry wie się, że  tego człowieka się nie zatrudni”. Już samo rozpoczęcie rozmowy w sposób “Hmmm, mogę spróbować” spowodowało, że uleciało ze mnie poczucie sensu prowadzenia dalszej konwersacji. Charakteryzowała się też zupełnym brakiem pewności siebie, co można było odczytać w stylu mówienia “wydaje mi się, że sobie poradzę”, “trochę się na tym znam” itd.  Z pewnością komuś takiemu będzie w przyszłości ciężko dostać dobrą pracę.

Prowadziłem tylko rekrutację, a decyzję o tym kto do projektu zostanie zatrudniony podejmuje ktoś inny, jednak gdybym ja miał decydować to miałbym dylemat. Z jednej strony cenię cechy osoby pierwszej, jednak tutaj brakowało trochę charyzmy i pewności siebie, którą prezentowała osoba druga. Ta z kolei tej pewności miała w sobie zbyt dużo. Dlatego myślę, że złotym środkiem pozwalającym wzbudzić pozytywne pierwsze wrażenie, jest znalezienie kompromisu między  pewnością siebie, wiarą w swoje umiejętności, a pewnego rodzaju skruchą.

To doświadczenie wiele mi dało, i wiem już, jak zachowam się gdy będę kiedykolwiek na rozmowie kwalifikacyjnej. Nie będzie to mój pierwszy raz, ale teraz wiem jak dokładnie się zachować i jakie błędy mogę popełnić.